Zaczęło się zaraz następnego dnia, kiedy Harry razem Zaynem łatali szpary w dachu, przez które wlatywało zimne powietrze. Było popołudnie dziewczyny szykowały stół do obiadu. Dzisiaj miała być zupa warzywna. Sophia nalewała do menażek, a Młoda odnosiła je na stół. Tak było szybciej. Kiedy dziewczyna spostrzegła że Lauren zbliża się do kuchni postanowiła w odpowiednim momencie wejść jej w drogę przez co cała zupa wylałaby się na Sol i to Nowej dziewczyny miałyby za złe, że marnuje jedzenie, które i tak trudno zdobyć.
Plan miał wyjść bez zarzutu. Kiedy dziewczyna weszła do kuchni zderzyła się z Sol. Jednak nasza bohaterka w natłoku myśli nie pomyślała, że zupa może wylać się także na tą drugą.
- Moja noga! - Lauren upadła.
- Nic Ci nie jest? - El podbiegła do niej jak do dziecka. Sol chciała zapaść się pod ziemię, jej plan się nie powiódł, a do tego dostała zjebe od Margaret, która akurat musiała przechodzić obok i wszystko usłyszeć. Sol spojrzała na każdą z dziewczyn z nadzieją, że zobaczy choćby wyraz współczucia jednak od El i Perrie mogła się spodziewać tylko gniewnych min, a kiedy spojrzała na Soph ta miała minę która mówiła jedynie: "Wiem co robisz ale nie marnuj zupy". Była wściekła.
W czasie kiedy dziewczyny zbierały naszą poturbowana bohaterkę z podłogi Harry i Zayn urządzali sobie pogawędkę.
- Harry myślę, że tą gałąź powinieneś wepchnąć głębiej.
- Nie mów mi jak głęboko mam wkładać moją gałąź - Zayn się zaśmiał.
- Bez świntuszenia w pracy Hazz bo cię pozwę.
- A jak już jesteśmy w temacie to co myślisz o Lauren?
- Jest spoko.
- Jest spoko. - Harry próbował naśladować Malika, ale marnie mu to wychodziło.
- No co? Jest spoko i tyle. - powiedział szczerząc się. - Co mam jeszcze dodać?
- Ale myślisz, że do siebie pasujemy? - jego przyjaciel prawie zakrztusił się własną śliną.
- Czy pasujecie do siebie? No więc nie wiem. Nie jestem od oceniania takich rzeczy. Spytaj się dziewczyn. Ale stary myślisz że Sol się to spodoba?
- A co ona ma do tego? - Harry zszedł z drabiny i odstawił ją do środka.
- No wiesz myślałem że jesteście dosyć blisko i wgl.
- To, że jest dla mnie ważna nie znaczy, że może wybierać z kim jestem. Nawet rodzonej siostrze bym na to nie pozwolił.
- Rób co chcesz, ale one się w końcu pozabijają zobaczysz. - miał rację ale Styles tylko pokręcił głową na jego konspirację. Zawsze układał takie scenariusz. Pozostała trójka chłopaków zdążyła wrócić z lasu. Zbierali chrust i gałęzie do opału.
- Co się dzieje w kuchni? - zapytał Liam. Wszyscy odwrócili głowę w stronę jadalni. Zayn i Harry dopiero teraz zauważyli, że jest tam taki harmider.
Kiedy weszli do kuchni zobaczyli mokrą podłogę, mokrą Lauren i złą Sol. Widząc taki obrazek każdy z chłopaków już miał ułożony scenariusz całego wydarzenia. Mimo to Niall musiał spytać.
- Co tu się stało?
- Sol wylała zupę na Lauren.
- Nie wylałam tylko sama się wylała. To nie moja wina.
- Jasne. - skomentowała Nowa.
- Może twierdzisz, że specjalnie to zrobiłam?!
- Ja nie twierdzę ja to wiem. Uwzięłaś się na mnie od początku.
- Jasne postrzeliłam cie też specjalnie. - Lauren już chciała odpowiedzieć kiedy Margaret wkroczyła.
- Uspokójcie się! Wymyśle wam kare jak się tak będziecie kłócić. - Sol denerwowało to, że Marg traktowała ją jak dziecko. Ma już 17 lat nie musi jej słuchać ale z drugiej strony jeśli nie będzie jej słuchać wyleci z obozu.
Kiedy wszyscy się rozeszli w kuchni została tylko Sol, która musiała umyć naczynia. Usłyszała kroki to Lauren. Stała metr przed nią.
- Jeszcze z tobą nie skończyłam.
Hej!
Długo nie było rozdziału ale to jedynie zasługa mojego lenistwa ponieważ są napisane na kartkach ale nie chce mi się ich przepisywać.
Według mnie rozdział jest nudny ale mam nadzieję że chociaż komuś się spodoba.
Love ya!


