czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział 4

Porywcza natura Sol nie pozwalała jej tak tego zostawić, jednak z drugiej strony nie chciała urazić Harrego, który tak bardzo lubił Lauren. Postanowiła, że nie zaatakuje od razu, z zaskoczenia, a zacznie z nią cichą wojnę.
Zaczęło się zaraz następnego dnia, kiedy Harry razem Zaynem łatali szpary w dachu, przez które wlatywało zimne powietrze. Było popołudnie dziewczyny szykowały stół do obiadu. Dzisiaj miała być zupa warzywna. Sophia nalewała do menażek, a Młoda odnosiła je na stół. Tak było szybciej. Kiedy dziewczyna spostrzegła że Lauren zbliża się do kuchni postanowiła w odpowiednim momencie wejść jej w drogę przez co cała zupa wylałaby się na Sol i to Nowej dziewczyny miałyby za złe, że marnuje jedzenie, które i tak trudno zdobyć.
Plan miał wyjść bez zarzutu. Kiedy dziewczyna weszła do kuchni zderzyła się z Sol. Jednak nasza bohaterka w natłoku myśli nie pomyślała, że zupa może wylać się także na tą drugą.
- Moja noga! - Lauren upadła.
- Nic Ci nie jest? - El podbiegła do niej jak do dziecka. Sol chciała zapaść się pod ziemię, jej plan się nie powiódł, a do tego dostała zjebe od Margaret, która akurat musiała przechodzić obok i wszystko usłyszeć. Sol spojrzała na każdą z dziewczyn z nadzieją, że zobaczy choćby wyraz współczucia jednak od El i Perrie mogła się spodziewać tylko gniewnych min, a kiedy spojrzała na Soph ta miała minę która mówiła jedynie: "Wiem co robisz ale nie marnuj zupy". Była wściekła.
W czasie kiedy dziewczyny zbierały naszą poturbowana bohaterkę z podłogi Harry i Zayn urządzali sobie pogawędkę.
- Harry myślę, że tą gałąź powinieneś wepchnąć głębiej.
- Nie mów mi jak głęboko mam wkładać moją gałąź - Zayn się zaśmiał.
- Bez świntuszenia w pracy Hazz bo cię pozwę.
- A jak już jesteśmy w temacie to co myślisz o Lauren?
- Jest spoko.
- Jest spoko. - Harry próbował naśladować Malika, ale marnie mu to wychodziło.
- No co? Jest spoko i tyle. - powiedział szczerząc się. - Co mam jeszcze dodać?
- Ale myślisz, że do siebie pasujemy? - jego przyjaciel prawie zakrztusił się własną śliną.
- Czy pasujecie do siebie? No więc nie wiem. Nie jestem od oceniania takich rzeczy. Spytaj się dziewczyn. Ale stary myślisz że Sol się to spodoba?
- A co ona ma do tego? - Harry zszedł z drabiny i odstawił ją do środka.
- No wiesz myślałem że jesteście dosyć blisko i wgl.
- To, że jest dla mnie ważna nie znaczy, że może wybierać z kim jestem. Nawet rodzonej siostrze bym na to nie pozwolił.
- Rób co chcesz, ale one się w końcu pozabijają zobaczysz. - miał rację ale Styles tylko pokręcił głową na jego konspirację. Zawsze układał takie scenariusz. Pozostała trójka chłopaków zdążyła wrócić z lasu. Zbierali chrust i gałęzie do opału.
- Co się dzieje w kuchni? - zapytał Liam. Wszyscy odwrócili głowę w stronę jadalni. Zayn i Harry dopiero teraz zauważyli, że jest tam taki harmider.
Kiedy weszli do kuchni zobaczyli mokrą podłogę, mokrą Lauren i złą Sol. Widząc taki obrazek każdy z chłopaków już miał ułożony scenariusz całego wydarzenia. Mimo to Niall musiał spytać.
- Co tu się stało?
- Sol wylała zupę na Lauren.
- Nie wylałam tylko sama się wylała. To nie moja wina.
- Jasne. - skomentowała Nowa.
- Może twierdzisz, że specjalnie to zrobiłam?!
- Ja nie twierdzę ja to wiem. Uwzięłaś się na mnie od początku.
- Jasne postrzeliłam cie też specjalnie. - Lauren już chciała odpowiedzieć kiedy Margaret wkroczyła.
- Uspokójcie się! Wymyśle wam kare jak się tak będziecie kłócić. - Sol denerwowało to, że Marg traktowała ją jak dziecko. Ma już 17 lat nie musi jej słuchać ale z drugiej strony jeśli nie będzie jej słuchać wyleci z obozu.
Kiedy wszyscy się rozeszli w kuchni została tylko Sol, która musiała umyć naczynia. Usłyszała kroki to Lauren. Stała metr przed nią.
- Jeszcze z tobą nie skończyłam.

Hej! 
Długo nie było rozdziału ale to jedynie zasługa mojego lenistwa ponieważ są napisane na kartkach ale nie chce mi się ich przepisywać. 
Według mnie rozdział jest nudny ale mam nadzieję że chociaż komuś się spodoba. 
Love ya!

poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział 3

Sol stała najspokojniej jak mogła i gryzła się w język aby nie skomentować jej decyzji. W zamian grzecznie zapytała.
- Co rozumiesz przez "może dłużej"?
- Że może nawet zostanie.
- Jak to? Przecież nawet nie wstała z łóżka, nie przeszła rekrutacji...
- A ty przechodziłaś? - to zatkało Młodą. Uraziło ją to. Przecież wiedziała, że z nią było inaczej. Urodziła się by walczyć, jej tata był przecież wojskowym. - Poza tym, zarzeka się, że świetnie strzela i już polowała. - "Ale jest na tyle głupia żeby skradać się na środku pola?" pomyślała dziewczyna.
Nieznajoma leżała w kuchni, ponieważ ta była najbliżej wejścia, a także było tam najwięcej miejsca na opatrzenie jej. Zayn i Pezz dopiero wstali. Kiedy dziewczyna usłyszała, że będą mieć nowego członka bardzo się ucieszyła, jednak kiedy spojrzała na Sol mina jej zrzedła. Zayn nie miał zdania, bał się tylko, że w grupie mogą być spory. Kochał ją jak siostrę i nie zamienił by jej nawet gdyby ta nowa strzelała jak Roobin Hood.
Minęło kilka dni i nieznajoma, która nosiła imię Lauren, mogła już o własnych siłach wstać i niestety dla niej, tylko skakać na jednej nodze. Margaret bardzo ją polubiła co niezmiernie denerwowało Sol, a co gorsza Harry spędzał z nią coraz więcej czasu. Jej własny przyszywany brat, jak go nazywała, się od niej odwrócił.
Młoda razem z Pezz i Soph obierały kilka ziemniaków, które dostały od Obozu7, który bardzo zaangażował się w uprawę roślin. Sol bardzo lubiła tą grupę, ponieważ była hojna i bardzo przyjacielska. Za każdym razem kiedy tam była dostawała pełno prezentów i mnóstwo uścisków i pozdrowień. Kiedyś myślała co by było gdyby znalazła się w tej grupie jednak doszła do wniosku, że zanudziła by się na śmierć gdyby musiała pielić w ogródku. Wracając, kiedy obierały ziemniaki, Marg zawołała chłopaków i kolejne zebranie odbyło się w kuchni.
- Więc chciałabym oznajmić, że Lauren zostaje. Mam nadzieję, że się już do niej przyzwyczailiście - tu spojrzała na Sol. - bo chyba nie prędko się stąd wyprowadzimy. Dostałam wiadomość od piątki, że nasz front znad morza się wycofał i wróg objął już prawie cały kraj. Podobno na Szetlandach zrobili sobie centrum dowodzenia. - Młoda była cicho, ale krzyczała w środku. Jaka zła wiadomość dzisiaj ją przygnębi? Tymczasem Liam toczył w sobie wewnętrzną walkę. Jeszcze przed wybuchem wojny, kiedy był jeszcze dzieciakiem chciał zapisać się do wojska, jednak kiedy takowa wybuchła nie myślał o walce tylko o rodzinie, a później przejmował się obozem. Zawsze potrzeby innych stawiał przed swoimi, jednak teraz chciał to sobie zrekompensować. Kiedy Marg dalej dyktowała nowe informacje Młoda zauważyła, że Harry obejmuje Lauren i coś szepta jej na ucho. I tego akurat dowódczyni nie zauważyła? Dziwne.
- Spójrz na nich. Zaraz się porzygam. - Powiedziała do Zayna, który siedział obok. Mimowolnie się zaśmiał.
- Co cię tak bawi Zayn? -
- Nic - odpowiedziała za niego Młoda, nie chciała by miał przez nią kłopoty.
- Mam nadzieję. - Sol pochwyciła wzrok Laurem. Patrzyła na nią jakby chciała ją spalić. Dziwne jak ta dziewczyna szybko znienawidziła blondynkę.
Kiedy zebranie się skończyło wszyscy rozeszli się w swoją stronę. Sol nie wiedząc co ze sobą zrobić spacerowała po obozie. Kiedy przechodziła obok kuchni usłyszała rozmowę Harrego i Lauren.
- Wiem, ale nie przejmuj się nią jest nieszkodliwa.
- Może i jest, ale nie wie z kim zadarła.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Bohaterowie



Sol (norw. Słońce) Shameous (16 prawie 17 lat) 


Zayn Malik (21 lat), Louis Tomlinson (22 prawie 23 lata), Harry Styles (20 lat), Liam Payne (21 lat), Niall Horan (21 lat) 


Lauren Mosby (19 lat) 

a także: 
Perrie Edwards 
Eleanor Calder
Sophia Smith 
Margaret Bleuck

Z czasem bohaterów będzie przybywać. Jeśli pojawi się ktoś nowy to przysięgam że dodam jego krótki opis pod notką lub nawet wplotę gdzieś w rozdziale. 
Bywajcie!




Rozdział 2

- Jak to kogoś?
- No jebłaś kogoś! To chyba facet. Sama zobacz. - Sol ledwo mogła wstać z szoku. Kiedy zobaczyła jak ranny wije się z bólu poczuła natychmiastową potrzebę pomocy jednak nie była wstanie się ruszyć. Strach opanował całe jej ciało. "A co jeśli wyrzucą mnie z obozu?" myślała. Jednak nie była tchórzem. Ruszyła w strone rannego, kiedy zorientowała się, że jej partner za nią nie idzie zawołała.
- Co tak stoisz? Sama sobie nie poradzę! - chłopak podbiegł do niej i razem, szybkim krokiem zaczeli iść do poszkodowanego, który okazał się poszkodowaną.
- Co my teraz zrobimy?!
- Co TY zrobisz, ja jej nie strzeliłem! - powiedział wyraźnie akcentując słowo 'ty'.
- Ale razem tu byliśmy gnido. - Sol miała szczerą ochotę mu przywalić.
- To i tak twoja wina. - Lou nie dawał za wygrną.
- Dobrze skończyłeś już? Mam cię dosyć. - I stali by tak kłócąc się do upadłego gdyby nie istota, która leżała pod ich stopami nie odezwała się płaczliwym głosem.
- Moglibyście przestać się kłócić i mi pomóc?! - obydwoje spojrzeli na nią. Krew sączyła jej się z rany. Dostała w udo. Swoją drogą w jakiej ona była pozycji, że dostała akurat w to miejsce?
- Może pójde po pomoc?
- Nie, to będzie za długo trwało. Zaniosę ją. - Jak powiedział tak zrobił. Wziął ją na ręce a Młoda prowadziła. Nie było trudno ją nieść. Zdaniem dziewczyny wyglądała jak anorektyczka, ponieważ sama miała swoje kształty.
Do obozu doszli o szóstej. Na nogach byli wszyscy oprócz Zayna  i Perrie, zawsze spali najdłużej ale nikt nie miał im tego za złe z uwagi na to ile pracowali w dzień. Margaret była wściekła jak nigdy. Nie chciała przyjmować nowych, dlatego że już teraz brakowało jedzenia pomimo, że było ich tak mało. Czasami wydawała się być straszna jednak naprawdę była bardzo kochającą osobą, która bała się o życie swoich podopiecznych. A co jeśli jest chora i któregoś z nich zarazi? Nigdy nic nie wiadomo.
- Ty - pokazała na Sol - Oddawaj łuk, masz kare na jakiekolwiek wychodzenie z obozu. Będziesz teraz siedziała w kuchni.
- Ale ja zrobiłam to przez przypadek. Było ciemno sama wiesz...
- Żadnych ale! Jak mogłaś nie widzieś dziewczyny z metr sześćdziesiąt wzrostu?! - Dziewczyna już nawet nie próbowała się tłumaczyć. Wiedziała, że nie wygra. Marg i Harry byli jedynymi osobami, którym Sol nie pyskowała ani nie targowała się. Czuła do nich respekt za to co dla niej zrobili. Uciekła do namiotu a zaraz za nią szli Liam i Niall aby spróbować ją pocieszyć.
- Ale uspokój się! Za dwa dni Marg się odmieni i znów będziesz mogła wychodzić. Ile razy tak było.
- Tak. Ale wtedy to były jakieś drobnostki typu bójka z Sarą (z Obozu2), a nie postrzelenie jakiejś dziuni!
- No zobaczysz, że jak wyzdrowieje to nawet nie przejdzie rekrutacji i znów będzie tak jak dawniej. - Tylko to mogło pocieszyć Sol. Jednak niczego nie mogła być pewna. Chodziła od ściany do ściany. Próbowała coś wymyślić jednak nic nie przychodziło jej do głowy. - Przecież ja nawet nie umiem gotować!
Minęła godzina nim Margaret zebrała wszystkich przy wypalonym ognisku w środku obozu.
- Zostanie tu przez jakiś czas nim nie wyzdrowieje. Może nawet dłużej.


Siemka! :)
Wiem że rozdział nie jest najlepszy ale myślę że dobrze się go czyta. Jeśli chcecie być informowani napiszcie swój login z tt w komentarzu. Choć wątpie czy ktokolwiek to czyta. Narazie blog wygląda baaaardzo skromnie ale mam nadzieję że to się w najbliższym czasie zmieni. 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Rozdział 1

Świt. Zimny, wrześniowy świt. Sol jak zawsze obudziła się pierwsza. Wszystko przez ten koszmar, który nawiedzał ją co noc w snach.
Leniwie wstała z prowizorycznego łóżka na które składały się: paleta, która miała zastępować ramę, dywan, dwa koce i "poduszka", czyli zawinięta bluza, a wszystko to może nie było zbyt wygodne ani nie wyglądało zbyt dobrze, ale lepsze to niż spanie na ziemi czy w norze jak to zwykła mawiać.
Wszyscy spali w jednym "namiocie", który tak naprawdę namiotem nie był, nazywano go tak tylko dlatego, że namiot brzmi lepiej niż szałas, którym był. Zrobiono go z gałęzi, kijów, liści, mchu i szmat, nie wyglądał zbyt stabilnie, ale taki był. Zimą panowała w nim, może nie pokojowa temperatura ale na pewno było cieplej niż na zewnątrz, a wszystko dzięki mchowi, który zakrywał każda nawet najmniejszą szparkę.
Dziewczyna ubrała na siebie wielki ponczo, które nie tylko nosiła prawie cały rok, ale także była jedyną pamiątką po rodzinnym domu. Należało do jej mamy, która zaplanowała ucieczkę do lasu kiedy dowiedziała się o tworzeniu obozów, jednak z całej piątki tylko Sol uciekła. Brązowy kolor pozwalał jej bardzo dobrze kamuflować się w lesie. Ubrała buty i powoli wstała aby nie obudzić Pezz śpiącej na sąsiednim łóżku, gałązki pod stopami wydawały bardzo hałaśliwe dźwięki. Okazało się, że nie tylko ona nie spała. Z łóżka na przeciwko odezwał się zachrypnięty głos.
- Gdzie leziesz tak wcześnie? Jest zimno.
- Spróbuje upolować coś świeżego.
- Jesteś nienormalna - Sol spojrzała na niego z wyrzutem jednak to nic nie dało, ponieważ panował półmrok. - Dobra, czekaj pójdę z tobą.
- Tylko się pośpiesz Lou, nie będę na ciebie czekać całą wieczność. - powiedziała do chłopaka, który nadal leżał w łóżku. Wyszła z namiotu uważając by nikogo nie obudzić. Nim Tommo wyszedł zdążyła sprawdzić czy z kuchnio-spiżarnio-łazience nic nie zginęło, obeszła płot wokoło aby sprawdzić czy nikt nie próbował się dostać.
Kiedy wreszcie wygramolił się z namiotu obydwoje wzięli po łuku, kilka strzał oraz "włócznie", czyli kij z naostrzonym końcem. Mieli oczywiście normalną broń jednak używali jej tylko na wyjątkowe okazje.
- Masz jakiś konkretny cel?
- Cokolwiek byleby tylko nie jeść ciągle ryżu i warzyw. Nie wspomnę o konserwach które smakują jak kocia karma. - Kiedy wyszli poza obóz było słychać tylko dzięcioła, kilka ptaków i maksymalną ciszę, która mogła przyprawić o ciarki.
- Ciekawe czy zdążymy przed tymi gnojami z dwójki zanim wypłoszą wszystkie zwierzęta z naszego obszaru.
- Dla ich dobra niech tak lepiej nie będzie, bo zacznę na nich polować. - Zakończyła Sol. Ta dwójka jako jedyna nie darzyła obywateli Obozu2 szczególną sympatią. Według Louisa odległość obozów na 500 metrów była zdecydowanie za mała i wszystkie nie powodzenia w łowach przypisywali im. Znajdując odpowiednie miejsce na małej łączce, przyczaili się na jej skraju i czekali na jakikolwiek ruch. Wreszcie coś się poruszyło w trawie, która była dość wysoka, Sol była pewna że to zając, wycelowała i wystrzeliła, jednak zamiast krótkiego zajęczego pisk Młoda usłyszała krzyk.
Spojrzeli na siebie nie wiedząc co zrobić. Wreszcie oszołomiony chłopak wstał z nadzieją, że coś zobaczy. Sol spojrzała na niego nadal leżąc na ziemi. Miał pusty wyraz twarzy, jakby zobaczył ducha. Wreszcie powiedział.
- Trafiłaś kogoś.


CZYTASZ = KOMENTUJESZ 

niedziela, 26 stycznia 2014

Prolog

Opanowało was kiedyś uczucie, że nic już nie będzie takie samo? Że w pewnym momencie waszego życia coś się zmieniło? Oni mieli takie uczucie cały czas.
Od kiedy woja wybuchła na dobre w Anglii zapanował haos. Wielu popełniało samobójstwa, inni próbowali uciekać za ocean bo podobno tam wojska wroga nie miały dojścia, niektórych zamykano, ale największa część mieszkała w lasach. Było to coś takiego jak partyzantka tylko, że tutaj mieszkały czasami całe rodziny.
Piątka naszych głównych bohaterów założyła Obóz15, jak można się domyśleć jako piętnasta grupa. Na początku było ich pięciu potem dołączyła Margaret, która teraz jest dowódczynią i mentorką, następnie Młoda Sol, potem El, Pezz i Soph. Nie każdy mógł zapisać się do takiego obozu, nie było tam rodzaju rekrutacji a sprawdzenie twojej sprawności przez co można było cię przekazać do takiego obozu do którego najlepiej pasujesz. Tak stało się z trzema dziewczynami, które świetnie sobie radzą z dorównaniem chłopakom. Zdarzali się też tacy, którzy trafiali tam z przypadku. Dla przykładu Sol została znaleziona przez Harrego i Marg kiedy wracali z piątki, która znajduje się najbliżej miasta. Młoda, bo tak ją nazywano, spadła z drzewa kiedy chowała się przed żołnierzami, była poobijana, zmarznięta i ledwo oddychała, dlatego Margaret chciała ją zostawić. Uznała że obozy i tak są przepełnione a ona umrze w kilka godzin. Jednak Harry myślał inaczej i zabrał Sol. Była w śpiączce trzy dni, a kiedy nabrała sił nie trzeba nawet było robić rekrutacji.
Od wybuchu wojny minęły dwa lata. Dwa długie lata życia w strachu i niewiedzy. Obozy podpisały ugodę z wrogiem - Ty zostawisz nas my zostawimy ciebie. Jest rok 2014 i wszystko układałoby się dobrze gdyby nie jedna nieznajoma, która chce podnieść powstanie. Posłuchają jej?