Sol stała najspokojniej jak mogła i gryzła się w język aby nie skomentować jej decyzji. W zamian grzecznie zapytała.
- Co rozumiesz przez "może dłużej"?
- Że może nawet zostanie.
- Jak to? Przecież nawet nie wstała z łóżka, nie przeszła rekrutacji...
- A ty przechodziłaś? - to zatkało Młodą. Uraziło ją to. Przecież wiedziała, że z nią było inaczej. Urodziła się by walczyć, jej tata był przecież wojskowym. - Poza tym, zarzeka się, że świetnie strzela i już polowała. - "Ale jest na tyle głupia żeby skradać się na środku pola?" pomyślała dziewczyna.
Nieznajoma leżała w kuchni, ponieważ ta była najbliżej wejścia, a także było tam najwięcej miejsca na opatrzenie jej. Zayn i Pezz dopiero wstali. Kiedy dziewczyna usłyszała, że będą mieć nowego członka bardzo się ucieszyła, jednak kiedy spojrzała na Sol mina jej zrzedła. Zayn nie miał zdania, bał się tylko, że w grupie mogą być spory. Kochał ją jak siostrę i nie zamienił by jej nawet gdyby ta nowa strzelała jak Roobin Hood.
Minęło kilka dni i nieznajoma, która nosiła imię Lauren, mogła już o własnych siłach wstać i niestety dla niej, tylko skakać na jednej nodze. Margaret bardzo ją polubiła co niezmiernie denerwowało Sol, a co gorsza Harry spędzał z nią coraz więcej czasu. Jej własny przyszywany brat, jak go nazywała, się od niej odwrócił.
Młoda razem z Pezz i Soph obierały kilka ziemniaków, które dostały od Obozu7, który bardzo zaangażował się w uprawę roślin. Sol bardzo lubiła tą grupę, ponieważ była hojna i bardzo przyjacielska. Za każdym razem kiedy tam była dostawała pełno prezentów i mnóstwo uścisków i pozdrowień. Kiedyś myślała co by było gdyby znalazła się w tej grupie jednak doszła do wniosku, że zanudziła by się na śmierć gdyby musiała pielić w ogródku. Wracając, kiedy obierały ziemniaki, Marg zawołała chłopaków i kolejne zebranie odbyło się w kuchni.
- Więc chciałabym oznajmić, że Lauren zostaje. Mam nadzieję, że się już do niej przyzwyczailiście - tu spojrzała na Sol. - bo chyba nie prędko się stąd wyprowadzimy. Dostałam wiadomość od piątki, że nasz front znad morza się wycofał i wróg objął już prawie cały kraj. Podobno na Szetlandach zrobili sobie centrum dowodzenia. - Młoda była cicho, ale krzyczała w środku. Jaka zła wiadomość dzisiaj ją przygnębi? Tymczasem Liam toczył w sobie wewnętrzną walkę. Jeszcze przed wybuchem wojny, kiedy był jeszcze dzieciakiem chciał zapisać się do wojska, jednak kiedy takowa wybuchła nie myślał o walce tylko o rodzinie, a później przejmował się obozem. Zawsze potrzeby innych stawiał przed swoimi, jednak teraz chciał to sobie zrekompensować. Kiedy Marg dalej dyktowała nowe informacje Młoda zauważyła, że Harry obejmuje Lauren i coś szepta jej na ucho. I tego akurat dowódczyni nie zauważyła? Dziwne.
- Spójrz na nich. Zaraz się porzygam. - Powiedziała do Zayna, który siedział obok. Mimowolnie się zaśmiał.
- Co cię tak bawi Zayn? -
- Nic - odpowiedziała za niego Młoda, nie chciała by miał przez nią kłopoty.
- Mam nadzieję. - Sol pochwyciła wzrok Laurem. Patrzyła na nią jakby chciała ją spalić. Dziwne jak ta dziewczyna szybko znienawidziła blondynkę.
Kiedy zebranie się skończyło wszyscy rozeszli się w swoją stronę. Sol nie wiedząc co ze sobą zrobić spacerowała po obozie. Kiedy przechodziła obok kuchni usłyszała rozmowę Harrego i Lauren.
- Wiem, ale nie przejmuj się nią jest nieszkodliwa.
- Może i jest, ale nie wie z kim zadarła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz