poniedziałek, 27 stycznia 2014

Bohaterowie



Sol (norw. Słońce) Shameous (16 prawie 17 lat) 


Zayn Malik (21 lat), Louis Tomlinson (22 prawie 23 lata), Harry Styles (20 lat), Liam Payne (21 lat), Niall Horan (21 lat) 


Lauren Mosby (19 lat) 

a także: 
Perrie Edwards 
Eleanor Calder
Sophia Smith 
Margaret Bleuck

Z czasem bohaterów będzie przybywać. Jeśli pojawi się ktoś nowy to przysięgam że dodam jego krótki opis pod notką lub nawet wplotę gdzieś w rozdziale. 
Bywajcie!




Rozdział 2

- Jak to kogoś?
- No jebłaś kogoś! To chyba facet. Sama zobacz. - Sol ledwo mogła wstać z szoku. Kiedy zobaczyła jak ranny wije się z bólu poczuła natychmiastową potrzebę pomocy jednak nie była wstanie się ruszyć. Strach opanował całe jej ciało. "A co jeśli wyrzucą mnie z obozu?" myślała. Jednak nie była tchórzem. Ruszyła w strone rannego, kiedy zorientowała się, że jej partner za nią nie idzie zawołała.
- Co tak stoisz? Sama sobie nie poradzę! - chłopak podbiegł do niej i razem, szybkim krokiem zaczeli iść do poszkodowanego, który okazał się poszkodowaną.
- Co my teraz zrobimy?!
- Co TY zrobisz, ja jej nie strzeliłem! - powiedział wyraźnie akcentując słowo 'ty'.
- Ale razem tu byliśmy gnido. - Sol miała szczerą ochotę mu przywalić.
- To i tak twoja wina. - Lou nie dawał za wygrną.
- Dobrze skończyłeś już? Mam cię dosyć. - I stali by tak kłócąc się do upadłego gdyby nie istota, która leżała pod ich stopami nie odezwała się płaczliwym głosem.
- Moglibyście przestać się kłócić i mi pomóc?! - obydwoje spojrzeli na nią. Krew sączyła jej się z rany. Dostała w udo. Swoją drogą w jakiej ona była pozycji, że dostała akurat w to miejsce?
- Może pójde po pomoc?
- Nie, to będzie za długo trwało. Zaniosę ją. - Jak powiedział tak zrobił. Wziął ją na ręce a Młoda prowadziła. Nie było trudno ją nieść. Zdaniem dziewczyny wyglądała jak anorektyczka, ponieważ sama miała swoje kształty.
Do obozu doszli o szóstej. Na nogach byli wszyscy oprócz Zayna  i Perrie, zawsze spali najdłużej ale nikt nie miał im tego za złe z uwagi na to ile pracowali w dzień. Margaret była wściekła jak nigdy. Nie chciała przyjmować nowych, dlatego że już teraz brakowało jedzenia pomimo, że było ich tak mało. Czasami wydawała się być straszna jednak naprawdę była bardzo kochającą osobą, która bała się o życie swoich podopiecznych. A co jeśli jest chora i któregoś z nich zarazi? Nigdy nic nie wiadomo.
- Ty - pokazała na Sol - Oddawaj łuk, masz kare na jakiekolwiek wychodzenie z obozu. Będziesz teraz siedziała w kuchni.
- Ale ja zrobiłam to przez przypadek. Było ciemno sama wiesz...
- Żadnych ale! Jak mogłaś nie widzieś dziewczyny z metr sześćdziesiąt wzrostu?! - Dziewczyna już nawet nie próbowała się tłumaczyć. Wiedziała, że nie wygra. Marg i Harry byli jedynymi osobami, którym Sol nie pyskowała ani nie targowała się. Czuła do nich respekt za to co dla niej zrobili. Uciekła do namiotu a zaraz za nią szli Liam i Niall aby spróbować ją pocieszyć.
- Ale uspokój się! Za dwa dni Marg się odmieni i znów będziesz mogła wychodzić. Ile razy tak było.
- Tak. Ale wtedy to były jakieś drobnostki typu bójka z Sarą (z Obozu2), a nie postrzelenie jakiejś dziuni!
- No zobaczysz, że jak wyzdrowieje to nawet nie przejdzie rekrutacji i znów będzie tak jak dawniej. - Tylko to mogło pocieszyć Sol. Jednak niczego nie mogła być pewna. Chodziła od ściany do ściany. Próbowała coś wymyślić jednak nic nie przychodziło jej do głowy. - Przecież ja nawet nie umiem gotować!
Minęła godzina nim Margaret zebrała wszystkich przy wypalonym ognisku w środku obozu.
- Zostanie tu przez jakiś czas nim nie wyzdrowieje. Może nawet dłużej.


Siemka! :)
Wiem że rozdział nie jest najlepszy ale myślę że dobrze się go czyta. Jeśli chcecie być informowani napiszcie swój login z tt w komentarzu. Choć wątpie czy ktokolwiek to czyta. Narazie blog wygląda baaaardzo skromnie ale mam nadzieję że to się w najbliższym czasie zmieni. 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Rozdział 1

Świt. Zimny, wrześniowy świt. Sol jak zawsze obudziła się pierwsza. Wszystko przez ten koszmar, który nawiedzał ją co noc w snach.
Leniwie wstała z prowizorycznego łóżka na które składały się: paleta, która miała zastępować ramę, dywan, dwa koce i "poduszka", czyli zawinięta bluza, a wszystko to może nie było zbyt wygodne ani nie wyglądało zbyt dobrze, ale lepsze to niż spanie na ziemi czy w norze jak to zwykła mawiać.
Wszyscy spali w jednym "namiocie", który tak naprawdę namiotem nie był, nazywano go tak tylko dlatego, że namiot brzmi lepiej niż szałas, którym był. Zrobiono go z gałęzi, kijów, liści, mchu i szmat, nie wyglądał zbyt stabilnie, ale taki był. Zimą panowała w nim, może nie pokojowa temperatura ale na pewno było cieplej niż na zewnątrz, a wszystko dzięki mchowi, który zakrywał każda nawet najmniejszą szparkę.
Dziewczyna ubrała na siebie wielki ponczo, które nie tylko nosiła prawie cały rok, ale także była jedyną pamiątką po rodzinnym domu. Należało do jej mamy, która zaplanowała ucieczkę do lasu kiedy dowiedziała się o tworzeniu obozów, jednak z całej piątki tylko Sol uciekła. Brązowy kolor pozwalał jej bardzo dobrze kamuflować się w lesie. Ubrała buty i powoli wstała aby nie obudzić Pezz śpiącej na sąsiednim łóżku, gałązki pod stopami wydawały bardzo hałaśliwe dźwięki. Okazało się, że nie tylko ona nie spała. Z łóżka na przeciwko odezwał się zachrypnięty głos.
- Gdzie leziesz tak wcześnie? Jest zimno.
- Spróbuje upolować coś świeżego.
- Jesteś nienormalna - Sol spojrzała na niego z wyrzutem jednak to nic nie dało, ponieważ panował półmrok. - Dobra, czekaj pójdę z tobą.
- Tylko się pośpiesz Lou, nie będę na ciebie czekać całą wieczność. - powiedziała do chłopaka, który nadal leżał w łóżku. Wyszła z namiotu uważając by nikogo nie obudzić. Nim Tommo wyszedł zdążyła sprawdzić czy z kuchnio-spiżarnio-łazience nic nie zginęło, obeszła płot wokoło aby sprawdzić czy nikt nie próbował się dostać.
Kiedy wreszcie wygramolił się z namiotu obydwoje wzięli po łuku, kilka strzał oraz "włócznie", czyli kij z naostrzonym końcem. Mieli oczywiście normalną broń jednak używali jej tylko na wyjątkowe okazje.
- Masz jakiś konkretny cel?
- Cokolwiek byleby tylko nie jeść ciągle ryżu i warzyw. Nie wspomnę o konserwach które smakują jak kocia karma. - Kiedy wyszli poza obóz było słychać tylko dzięcioła, kilka ptaków i maksymalną ciszę, która mogła przyprawić o ciarki.
- Ciekawe czy zdążymy przed tymi gnojami z dwójki zanim wypłoszą wszystkie zwierzęta z naszego obszaru.
- Dla ich dobra niech tak lepiej nie będzie, bo zacznę na nich polować. - Zakończyła Sol. Ta dwójka jako jedyna nie darzyła obywateli Obozu2 szczególną sympatią. Według Louisa odległość obozów na 500 metrów była zdecydowanie za mała i wszystkie nie powodzenia w łowach przypisywali im. Znajdując odpowiednie miejsce na małej łączce, przyczaili się na jej skraju i czekali na jakikolwiek ruch. Wreszcie coś się poruszyło w trawie, która była dość wysoka, Sol była pewna że to zając, wycelowała i wystrzeliła, jednak zamiast krótkiego zajęczego pisk Młoda usłyszała krzyk.
Spojrzeli na siebie nie wiedząc co zrobić. Wreszcie oszołomiony chłopak wstał z nadzieją, że coś zobaczy. Sol spojrzała na niego nadal leżąc na ziemi. Miał pusty wyraz twarzy, jakby zobaczył ducha. Wreszcie powiedział.
- Trafiłaś kogoś.


CZYTASZ = KOMENTUJESZ 

niedziela, 26 stycznia 2014

Prolog

Opanowało was kiedyś uczucie, że nic już nie będzie takie samo? Że w pewnym momencie waszego życia coś się zmieniło? Oni mieli takie uczucie cały czas.
Od kiedy woja wybuchła na dobre w Anglii zapanował haos. Wielu popełniało samobójstwa, inni próbowali uciekać za ocean bo podobno tam wojska wroga nie miały dojścia, niektórych zamykano, ale największa część mieszkała w lasach. Było to coś takiego jak partyzantka tylko, że tutaj mieszkały czasami całe rodziny.
Piątka naszych głównych bohaterów założyła Obóz15, jak można się domyśleć jako piętnasta grupa. Na początku było ich pięciu potem dołączyła Margaret, która teraz jest dowódczynią i mentorką, następnie Młoda Sol, potem El, Pezz i Soph. Nie każdy mógł zapisać się do takiego obozu, nie było tam rodzaju rekrutacji a sprawdzenie twojej sprawności przez co można było cię przekazać do takiego obozu do którego najlepiej pasujesz. Tak stało się z trzema dziewczynami, które świetnie sobie radzą z dorównaniem chłopakom. Zdarzali się też tacy, którzy trafiali tam z przypadku. Dla przykładu Sol została znaleziona przez Harrego i Marg kiedy wracali z piątki, która znajduje się najbliżej miasta. Młoda, bo tak ją nazywano, spadła z drzewa kiedy chowała się przed żołnierzami, była poobijana, zmarznięta i ledwo oddychała, dlatego Margaret chciała ją zostawić. Uznała że obozy i tak są przepełnione a ona umrze w kilka godzin. Jednak Harry myślał inaczej i zabrał Sol. Była w śpiączce trzy dni, a kiedy nabrała sił nie trzeba nawet było robić rekrutacji.
Od wybuchu wojny minęły dwa lata. Dwa długie lata życia w strachu i niewiedzy. Obozy podpisały ugodę z wrogiem - Ty zostawisz nas my zostawimy ciebie. Jest rok 2014 i wszystko układałoby się dobrze gdyby nie jedna nieznajoma, która chce podnieść powstanie. Posłuchają jej?