Leniwie wstała z prowizorycznego łóżka na które składały się: paleta, która miała zastępować ramę, dywan, dwa koce i "poduszka", czyli zawinięta bluza, a wszystko to może nie było zbyt wygodne ani nie wyglądało zbyt dobrze, ale lepsze to niż spanie na ziemi czy w norze jak to zwykła mawiać.
Wszyscy spali w jednym "namiocie", który tak naprawdę namiotem nie był, nazywano go tak tylko dlatego, że namiot brzmi lepiej niż szałas, którym był. Zrobiono go z gałęzi, kijów, liści, mchu i szmat, nie wyglądał zbyt stabilnie, ale taki był. Zimą panowała w nim, może nie pokojowa temperatura ale na pewno było cieplej niż na zewnątrz, a wszystko dzięki mchowi, który zakrywał każda nawet najmniejszą szparkę.
Dziewczyna ubrała na siebie wielki ponczo, które nie tylko nosiła prawie cały rok, ale także była jedyną pamiątką po rodzinnym domu. Należało do jej mamy, która zaplanowała ucieczkę do lasu kiedy dowiedziała się o tworzeniu obozów, jednak z całej piątki tylko Sol uciekła. Brązowy kolor pozwalał jej bardzo dobrze kamuflować się w lesie. Ubrała buty i powoli wstała aby nie obudzić Pezz śpiącej na sąsiednim łóżku, gałązki pod stopami wydawały bardzo hałaśliwe dźwięki. Okazało się, że nie tylko ona nie spała. Z łóżka na przeciwko odezwał się zachrypnięty głos.
- Gdzie leziesz tak wcześnie? Jest zimno.
- Spróbuje upolować coś świeżego.
- Jesteś nienormalna - Sol spojrzała na niego z wyrzutem jednak to nic nie dało, ponieważ panował półmrok. - Dobra, czekaj pójdę z tobą.
- Tylko się pośpiesz Lou, nie będę na ciebie czekać całą wieczność. - powiedziała do chłopaka, który nadal leżał w łóżku. Wyszła z namiotu uważając by nikogo nie obudzić. Nim Tommo wyszedł zdążyła sprawdzić czy z kuchnio-spiżarnio-łazience nic nie zginęło, obeszła płot wokoło aby sprawdzić czy nikt nie próbował się dostać.
Kiedy wreszcie wygramolił się z namiotu obydwoje wzięli po łuku, kilka strzał oraz "włócznie", czyli kij z naostrzonym końcem. Mieli oczywiście normalną broń jednak używali jej tylko na wyjątkowe okazje.
- Masz jakiś konkretny cel?
- Cokolwiek byleby tylko nie jeść ciągle ryżu i warzyw. Nie wspomnę o konserwach które smakują jak kocia karma. - Kiedy wyszli poza obóz było słychać tylko dzięcioła, kilka ptaków i maksymalną ciszę, która mogła przyprawić o ciarki.
- Ciekawe czy zdążymy przed tymi gnojami z dwójki zanim wypłoszą wszystkie zwierzęta z naszego obszaru.
- Dla ich dobra niech tak lepiej nie będzie, bo zacznę na nich polować. - Zakończyła Sol. Ta dwójka jako jedyna nie darzyła obywateli Obozu2 szczególną sympatią. Według Louisa odległość obozów na 500 metrów była zdecydowanie za mała i wszystkie nie powodzenia w łowach przypisywali im. Znajdując odpowiednie miejsce na małej łączce, przyczaili się na jej skraju i czekali na jakikolwiek ruch. Wreszcie coś się poruszyło w trawie, która była dość wysoka, Sol była pewna że to zając, wycelowała i wystrzeliła, jednak zamiast krótkiego zajęczego pisk Młoda usłyszała krzyk.
Spojrzeli na siebie nie wiedząc co zrobić. Wreszcie oszołomiony chłopak wstał z nadzieją, że coś zobaczy. Sol spojrzała na niego nadal leżąc na ziemi. Miał pusty wyraz twarzy, jakby zobaczył ducha. Wreszcie powiedział.
- Trafiłaś kogoś.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz